Drodzy Czytelnicy!
Napisałam książkę pt. ,,Angela - psie życie z psiego punktu widzenia". W tym poście publikuję pierwszy rozdział pt. ,,Trudne początki". Kolejne rozdziały będą pojawiać się w kolejnych postach. Serdecznie zapraszam do lektury:
,,Angela - psie życie z psiego punktu widzenia"
Rozdział I
Trudne początki
Występują: narrator, właścicielkaAngeli/miła panienka, Angela (suczka), Ciasteczko (kocur), mama miłej panienki, Hektor (szczeniaczek), Reginald (narzeczony miłej panienki)
- Angela zawinięte uszka miała, lecz dopiero panienka całym sercem ją pokochała. - Na łapie kuśtykam, trudna rada, lecz: hyc! i szczęśliwie na stół wsiadam. - Córko droga, Angeli prosta nie jest noga. Jak żywot jej będzie szczęśliwy, skoro nie gra nawet psiej diwy? - Matko droga, prosta noga, czy też nie, znamy już wolności zew. - Ja ciebie uczyłam, iż pieniądze i sława nie są najważniejsze, nie, to i tak warto poznać wolność, szczęście. Co z tego wynika? Szczęśliwy wolności zew. - Jestem prostą panną, co karmiona od dziecka dziewanną. Angela sobie da radę, a kiedy da, musimy być rade. - Panno prosta, dziewanna rosła. Miejmy nadzieję na lepsze dzieje, lecz i tak teraz na bochen ziarno pszenicy mielę. - Pół biedy - me życie. Panna miła na głowę dla mnie ma nakrycie. Jest nim ona sama - myślę, że już straciła nadzieję jej mama. Pieskie życie - niby takie bogate, naprawdę takie sielskie. - Angelo droga, aniele psi mój. Spójrz na ich życie - ja tak skończyłem, koniec będzie taki i twój. - Nic się nie przejmuj - koci druhu mój. Wziąć musisz się w garść - nadziei wziąć słój. - Nic z tym i tak nie zrobię, aniele psi - poradzę sobie. - Ja aż trzy miesiące czekałam na dobry dom - nigdy nie rozstawałam się z nadzieją swą. - Aż pewnego poranka - pewna prosta panna - dać mi dom przyjechała, tego od dawna chciałam - panna oraz ja. - Po twarzy ją lizałam - od tego nie stroniłam. A gdy ją lizałam, po prostu pokochałam. - W momencie pewnym wjechałyśmy do, lecz nie królewskiego, dworu. Od tego momentu nie tracę humoru. - Dwór ten był przepiękny, ale bardzo prosty, tak jak bardzo sielskie - mieszkanie starosty. - Panną jestem prostą - nie żadnym starostą. Wsie rodzaju wszelakiego, kocham - jak bochenek chleba wielkiego. - Chcę, by moja córka - kiedyś znalazła miłość. Od chwili takiej weselej by się nam wszystkim żyło. - I na prośbie matki - kończy się pierwsza część mego żywota - od chwili przybycia - to dobra robota. - Dobry znak - życia mego tutaj początek. Mogłam więc wykrztusić: I życie nabiera barw... - Zwinięte uszy? To dar. Pozwoli uniknąć wielu surowych, zesłanych na Angelę kar. - Nad łożem Ciasteczka - wierzba gałęzie rozpościera. I pod tą wierzbą - każdego dnia zdobycz jego umiera. - Jak potulnie wygląda - jak baranek cukrowy - o samych przywilejach - nigdy nie ma mowy!
- Angela ma wygląd potulny taki. Poza tym uśmiech szelmowski. Psia kobieta z dobrobytu. Panna więc dnia każdego - spożywa sushi maki. Uśmiech szelmowski turystki psiej - uśmiechem bratniej duszy jej. - Przewodniczka ma po świecie tym - szczęście z nią nie pójdzie w dym. - Pies bratnią duszą człeka - na zdjęcie z puszki wieka, niecierpliwie czeka. - Wolności zew? Tutaj też. Myśmy bratnie dusze dwie. - W panience miłej, w panienki żyle - iście krew królewska płynie - i tyle!
- Od panny dobroci - krew jej jest ciężka. To miejsce, jest dobre - gdzie panna mieszka. - Panną pełną miłości - jest z krwi i kości. Schronienie dała mi przed złem - i ja to wiem, choć jestem psem.
- Miłości krocie dała - podzieliła się tym, co miała.
- Miłości moja córka, Angeli dała krocie, dla psa swego zarywa noce. Czas, aby wreszcie pomyślała o sobie. By miłości poszukała, miłość swą miała, potomków posiadała. By do siebie powiedziała: ,,Dziś to zrobię!" Wiem, iż poradzi sobie. - Miłością się podzieliła, rodziny idealnej, patchworkowej, model autentyczny, panna miła, Angeli stworzyła. - Pannie doradzam, w życiu obecnością swą jej dogadzam. Jednak w jej życiu pustka - jak znajdzie na nią łatę - z egzaminu z działu ,,miłość", będzie wieczna szóstka.
Angelą się zajmuję - miłości sensu nie pojmuję. Na miłość nie mam czasu. Miłość jak matematyka - mnożenie bez nawiasu. - Miłość to miłość. Miłość, nie algebra. Brak miłości - jak ulewa. Rozpacz kroplami swymi leje wtenczas jak z cebra. Rozpacz - życiowa ulewa - niedobrze się człowiek - w tym czasie miewa. - Rozpacz łka ulewą. Po miłość córka niech leci za mewą. Łzy miłości, łzy wzruszenia - miłość spełni panny życzenia. - Moim kierunkiem - nie miłość. Na miłość brak mi czasu. By poszukać swego kierunku, użyję życia kompasu. - Panno moja, córko moja - brak ci miłości - niedola to twoja. - Nie łkaj, matko, nad mym losem, tylko o to, ciebie, jako rodzicielkę swoją, bardzo serdecznie proszę. - Aż tu nagle, panna miła, miłość spotkała, i bardzo serdecznie, miłość pokochała. - Panno piękna, panno prosta - co znaczy twe życie, jeśli nie cieszysz się nim należycie? - Znaczenie ma swoje, wierszy o swym żywocie napiszę zwoje. Miłość mi nie dana, miłością mą jest tylko moja matka, i Angela kochana. - Pies ci nie dla całej miłości, to co, że miłość to wielkie zawiłości? - Wierszy o życiu, spiszę arkusze. Miłości ja wcale szukać nie muszę. Cóż ja zostawię po sobie, skoro i tak świata miłości nie zdobię? - Szukaj miłości, prosta panno, coś jest karmiona od dzieciny dziewanną! - Cóż to mi da, skoro miłości nie znajdę i tak? - Słuchaj mnie, jeśli poczuć chcesz szczęście oraz wolności zew!
- Słucham, tak jak pan tego chce, nie zaprzestanę szukania miłości. Odnajdę wreszcie szczęście swe! - Słuchaj starca mądrego, panienko śliczna i młoda. Starca słuchaj mądrego, co wie, co powiada modra woda. - Doradzę ci, jak szukać miłości, nie musisz wcale dziękować mi. Miłość dobrobyt zapewni ci, tak jak powiadam: nie dziękuj mi! - Dzięki aniele psi, naprawdę nie muszę dziękować ci? - Zrób, tak jak czujesz, życia i tak nie zaplanujesz, jak postąpić zamierzasz, jak postąpisz, jak? Opisz to potem w swoich dawnych dziejach, postąpić dobrze chcesz, to trochę lekcji i wniosków z żywota bierz. Jak powiadam: opisz to w dawnych swych dziejach, jak dobrze postąpisz, życia od nowa nie będziesz sklejać. Miłość to ciężki kawałek chleba, ale tak postąpić trzeba. A teraz panienko, futro osuszę, a do niczego cię nie przymuszę! - Dziękuję za radę, psinko moja miła. Z miłością u boku, lepiej będę żyła. - Miłości poszukaj panno miła. Gdy się zakochasz, lepiej cała wioska od tego będzie żyła.
- ,,Miłość płynie muzyką akordeonu - miłość trwa we świetlistych blaskach neonu." Taką pannie przytoczę sentencję - jako potencjalną miłości esencję. - Panno droga, miłości moja, uczyń me serce spełnionym, mnie uczyń mężem twoim wyśnionym. Jak powiadam - miłością mnie obdarz szczęśliwą, miłosną przygodą możliwą. - Czymże się kierujesz, nawet, jeśli miłość do mnie wielką czujesz? - Przyjmijże me oświadczyny, z mą miłością wspiąć się możesz na kariery i szczęścia wyżyny. - Masz rację - żywot bez miłości nie jest szczęśliwy, jest bardzo smutny - nawet, gdy możliwy. - I tak oto panna za mąż wyszła, stała się jakby lepsza, jednym słowem - szczęśliwsza! - I widzisz miła panno, ja nie mogę ci przysłonić życia, nawet, kiedy masz, pesymistyczny, z natury, swój, własny, sposób bycia. - Masz rację, moja psinko miła. Tyś mi na początku, ten świat przysłoniła. Bez rad twoich, zapewne, nadal bym tkwiła, w szarej rzeczywistości. Gdyby cię tu nie było, kto doprowadziłby do tej romantycznej uroczystości?
- Miła panno, mi nie schlebiaj, po prostu jestem, kiedy mnie trzeba. Jak mówię - mi nie schlebiaj, do twego szczęścia zaprowadziła ciebie miłości mewa.
- I tak, chociaż Angela, pannie świat przysłoniła, jakże wyjść z opresji, szybko i skutecznie, pannie poradziła. Wkrótce, jak w żywota przepowiedni, panna dzieci się doczekała, potomków, swe miłości dwie wielkie miała. Tak, jak wam powiadam, urodziły jej się małe niemowlęta. Któż nie zechciałby w rodzinie swej, przeżyć takiego święta?
- Jak więc w żywota naszego przepowiedni, dzieciny, na świecie powitaliśmy małe. Dwa nasze małe, szczęścia całe. Jak w życia przepowiedni, urodziły się nam one, chociaż jesteśmy wielce biedni. - A to wielka zasługa Angeli, co nie próżnowała i nie próżnuje, by zapewnić młodym szczęście, do samej nawet niedzieli. - Dzieciny nasze rosną. Tak, jak pociechy nasze, Reginald, mąż mój wyśniony, kocha bardzo swój zawód - rzemiosło. - Tak jak prześliczna żona moja młoda powiada: pociechy nasze rosną. Dodaje też czasem: proszę cię, skoro one rosną, zostaw rzemiosło. Chce, bym był przy ich dorastaniu, bezustannie obecny i by brały ze mnie przykład. I nie wyrosły na ludzi okrutnych, o planach niezwykle niecnych. - Reginald właścicielki Angeli, miłej panienki nie pojął za żonę dla oryginalnej, egzotycznej jej urody. Ani dla swej wygody, nie dla jej majątku i zamożności. Poślubił ją z jednego tylko względu. A mianowicie - z miłości! - Biedna z jednego powodu ja jestem, bowiem moje szczęście nigdy szczęściem nie było. Poranki, w asyście których z łoża swego wstawałam, nigdy nie były czysto, najczyściej rześkie. - Panienko, czy muszę doprawdy czuć się, jak twa, twego życia bohaterka? Muszę spoczywać na laurach? Czyżby do szczęścia nie wystarczy twoja nowa aura?
- Dlaczegóż to, jesteś taka bardzo skromna? Dziękuję ci za wszystko, coś dla mnie zrobiła, Angelo, psino ma kochana, psino ma niezłomna.
- Boś ty nie wierzyła, tyś się za swej niemożności, na długie lata, długim szalem skryła. - Coś ty rzeczesz, Angelo, psino, co dla panny prostej, ratunek wymyśliła. Dla panny prostej, co z twą pomocą przeszła spragnionych miłości mostem?
- Mądre rzeczy, spragnionej niegdyś miłości pannie, która to, ażeby przeżyć, polegała tylko na dziewannie. - I tak oto, przekonała się dziewczyna młoda, miłość można zdobyć, czy żar bijący od złocistego słońca, czy zła aura, zła jutrzenka, zła pogoda. Co z tego, iż z jedwabiu nieba, czy żar bijący od słońca - jak mówię, za pewien czas można się spodziewać miłosnych poszukiwań końca. Szczęście z jedwabiu czystego, jaskrawego, błękitnego, odcienia nieba. Nie wolno się więc poddawać i zaprzestać poszukiwania, szczęśliwego zakończenia tej oto historii, wprost bajkowego. Tak zawsze, ale to zawsze, trzeba. - Prawdą prawdziwą jest to, co wszyscy mówimy. Taki dar wspaniały trzeba szlifować długo, jak krwistoczerwone, błyszczące, lśniące rubiny. - Taki rubin szlifować trzeba długo, nieskończenie, zanim trafi się żona piękna jak marzenie. Jak wam ja powiadam: długo nieskończenie, zanim spełni się każde, co do jednego, wasze senne marzenie.
- Kiedy tylko rozpoczniecie życiowy miłości monolog, uwzględnijcie przede wszystkim, jego romantyczny prolog.
Moja książka jest oparta na faktach po adopcji mojej suczki Angeli.
Pozdrawiam serdecznie!
Nazywam się Milena. Będę pisać o różnych dziedzinach twórczości.
Szukaj na tym blogu
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Link na mój kanał
youtube.com/results?search_query=milena+milagros
-
Drodzy Czytelnicy! Czy zastanawialiście się kiedyś, jak napisać książkę, która bę...
-
Nazywam się Milena. Na swoim blogu będę pisać o twórczości. Pokażę, że twórczość może być zawarta w wielu dziedzinach życia: pisarstwie, rys...
-
Drodzy Czytelnicy! Po dłuższej przerwie wracam z moim najnowszym wierszem. Mam nadzieję, że będziecie czytać go z chęcią. Zapraszam do lekt...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz