Szukaj na tym blogu

sobota, 10 czerwca 2017

Moja książka - ,,Angela - psie życie z psiego punktu widzenia. Koniec sielanki"

                                                           Drodzy Czytelnicy!
Oto druga część mojej książki pt. ,,Angela psie życie z psiego punktu widzenia. Koniec sielanki" Serdecznie zapraszam do lektury:
Rozdział II

Koniec sielanki.
 
Występują: Angela (suczka), właścicielka Angeli (miła panienka), mama miłej panienki, Reginald (mąż miłej panienki)
- Sto dni minęło od narodzin jej pociech. Dziewczę wiedziało, na jakież to działania w życiu, teraz ma ochotę. - Ja z Reginaldem, pociechy mam na żywota osłodę. Pociechy, dzieci nasze, pomogą nam podnieść, każdą trudności życiowych kłodę.

- Panna nasza z serca wioski, niedawno nie widziała jeszcze, sensu żywota. Miała tylko mnie, Angelę, i swoje trzy złotopióre nioski. - Jedwab tego nieba modrego. Korytarz do świata kosmicznego. To są me słowa, ma wyjątkowa, ma szczęściodajna, psia moja mowa. - Tak, jak pies szczęśliwego życia, niegdyś pozbawiony dobrobytu oraz dobrej opieki okrycia. Tak, jak Angela, co do szczęścia w miłości pannę piękną, prostą i młodą zaprowadziła, tak, jak ją do serca miłości, tak każdego by do serca największych wartości, zaprowadziła, Angela miła. - Chcę ci córko rzec, iż moją córką prawdziwą nie jesteś, chcę ci rzec ma czcigodna córko, ja cały swój żywot kłamałam, próbując czcigodnym gestem dziękować za byt pewny i szczęśliwy, tobie oraz jadłodajnym, rdzaworudym przepiórkom. - Czy, wobec tego, odnajdzie się kiedyś prawdziwa ma matka, ojciec mój prawdziwy? Czemuż dzięki kłamstwu, zapewniałaś mi byt szczęśliwy oraz sen piękny, słodki, możliwy? - Jakże ci to mogę wytłumaczyć? Wtenczas chciałam się wybrykami młodzieńczymi raczyć. Przepraszam cię za wszystko, córko moja miła. Wykorzystywałam stokroć razy, iż tyś w miłość wielką nie wierzyła. - Do pomocy zawsze chętna i gotowa, do zapewnienia ludzkości ratunku jestem gotowa, pamięć moja z przykrych zdarzeń z przeszłości, jest już całkowicie z żywota mego wyparta, choć pesymistyczna z natury nieco, nieśmiała, mało na ludzkość otwarta. Chciałabym w sobie to zmienić. Te wady wszystkie moje, są dokuczliwe, jak stado szerszeni! - Ojciec twój, umrzeć mógł, śmiertelnej choroby wskutek, ja natomiast nie mogę sobie poradzić ze strasznym sumienia wyrzutem. - Czemuż to, cały mój żywot, ojca mego ukrywałaś istnienie? Dlaczegóż to, sprawy sobie nie zdajesz, iż w chwili tej bolesnej, zniszczyłaś, mojej skromnej duszy, mojego skromnego serca, moje różane, wrażliwe mienie?

- Ach, dziecię moje miłe, chciałabym za karygodne, wszystkie me czyny, ciebie, czcigodną księżniczkę, przeprosić. Ja po prostu, chciałam zadbać o to, byś dobre wartości, z domostwa mego, mogła wynosić. - Ja pochodzę z królewskiej rodziny? Czemuż to, tyś nie znalazła, by mi o tym powiedzieć, odpowiedniego momentu, powodu oraz przyczyny? - Wędrówka na koniec optymizmu tęczy, mogła twe zbolałe pesymizmem ciało i duszę zmęczyć. Tyś, jako nowonarodzona królewna, zagrożona była. Ojciec twój, o chorobie swej, od dawien dawna już wiedział. Tyś, narodzona przed laty, dziecina, maleńka królewna, porwana przeze mnie, na prośbę ojca twojego była. Chciałam być twego losu, na zawsze pewna.

- Ognistopłomienna korona, co ją przed laty straciłam. Co ja przy tym zyskałam, jako panna piękna, prosta, lecz miła? - Ognistopłomienny koronny, kwiatów ognia bukiet, ognistopłomienna tiara. Chcę, aby na zawsze zginęła, pesymizmu twego poczwara. - Ognistopłomienny rydwan, ognistopłomienne konie. Jeszcze kiedyś myślałam, że szczęścia nie dogonię. - Odkryję przed tobą, jak niegdyś przed samą sobą, fakty zdumiewające, o ojca twego żywocie. Musisz go, panno docenić. I nie zapomnij o jego, by cię wychować mógł, dobrej pracy i robocie. - Chcemy osiągnąć żywota naszego cele. W wiosce naszej na pewno, rozpocznie się życia i optymizmu wesele. - Kiedyś pomóc pannie chciałam, co pesymistyczne podejście do żywota swego posiadała. I teraz także to zrobię. Nie chcę się jednak przechwalać, mimo iż, poradzę sobie. - Cóż z tego, Angelo, iż jesteś wielce skromna? Przecież tyś mi poradziła, jak miałam niegdyś postąpić. Tyś to jest niezwykła psina, kochana i niezłomna. - Nieszczęścia panienki, stworzone z hebanu czerni, popiołu smutku i rozpaczy. Matka panny prostej, nadal się wybrykami młodzieńczymi raczy. - Żono moja piękna. Rozpacz pesymizmu twego jest wielce mroczna oraz posępna. Panienko, małżonko moja śliczna, okłamywałem ciebie, chcąc mieć osiągnięte moje własne, nikczemne, oraz naprawdę, niecne cele.

- Reginaldzie mój wyśniony, wybaczam tobie wszystkie me krzywdy, mi, panience miłej, niegdyś przez ciebie poczynione. - Ach, dziękuję, panienko miła. Wybaczyć me błędy, potrafisz mi, ty, wybaczyłaś mi to wszystko, ty panienko, tylko ty, wybaczyłaś mi krzywdy wszelakie, tobie, tylko z powodu desperacji życiowej, niegdyś uczynione.

- Małżonku mój, chyba już czas jakąś dogodną ziemię, objąć w posiadanie. To jest nasze, jako pierwsze, jako małżeństwa, nasze zadanie.

- Znalazłem ziemię, tylko pojęcia nie posiadam, czyżby ta ziemia jest godna ciebie. Ugościlibyśmy wszystkich, czym nasza o dachu krytym strzechą chata, byłaby bogata. Miejsce, które to okala wstęga modrego kryształu, nenufarem płynącego, kryształu rzeki, blasku kryształowowodnego oraz tafli falistej koloru śnieżnobiałego. - Reginaldzie, przeto zgadzam się na tę ziemię. Ciekawa tylko jestem, czy pomieścimy w izbie naszej nowej, nasze słodkie pociechy, oraz siebie. - Nie martw się, żono moja miła. Do nowej izby, bardzo szybko byś przywykła i się przyzwyczaiła.

- A cóż, Reginaldzie, z mą matką teraz pocznę? Na samotność w starej mej izbie, nie chcę jej skazywać. Jak o przeprowadzce mam do niej powiadać? Jak mam się teraz, skoro wyznała mi, iż córką jej prawdziwą nie jestem, jak mam się teraz, do niej odzywać? - Nie martw się piękna ma żono. Uda się matce twojej zapewnić starość szczęśliwą. Chcę jej zapewnić jesień życia piękną, pełną naszej miłości, starość szczęśliwą. Przeto zapewnijmy jej izbę nową, czystą i piękną, nie zasługuje na przystań przedśmiertną, ciemną, mroczną i bardzo posępną. - Zgadzam się ja z tobą, czas w posiadanie objąć tę oto ziemię. Przeto czas ukończyć dzisiaj, użalać się nad mym nieszczęściem oraz nad samą sobą. - Nie martw się panno prosta i miła. Ja pomogłem ci niegdyś pokazać, iż prawdziwa twa miłość na świecie istnieje. Teraz też ci dopomogę, panno prosta, młoda i miła. Dawno już minął czas, gdy tyś w tę miłość cudowną, życie usłane różami, tyś panienko, przez laty nie wierzyła. - Panna i Reginald, wkrótce się więc do nowej swej izby, z pociechami swymi słodkimi i piękną, bohaterską Angelą przeprowadzili. Na początku, skromnie, ale szczęśliwie, bo razem, w tym miejscu przepięknym, rośnym i rześkim żyli. - O swą wychowankę, ja się nie martwię, bo pod dobrą opieką, swego sędziwego męża pozostaje. Ja ją od dzieciny, bardzo rozpieszczam, wszystko, co zechce, panna dostaje. - Potem jednak, panna poznała prawdę o Reginaldzie, swym starym, lecz ukochanym najdroższym, on kiedyś, zanim ją poznał, był mężczyzną, dużo uboższym. - Kocham ciebie, lecz musisz mi coś wyjaśnić. Myślę, że ty Reginaldzie, o co dokładnie mi chodzi, myślę, że, ty o tym bardzo dobrze wiesz. Dlaczegóż obiecałeś mi, iż zapewnisz dobro, szczęście i miłość? Gdy ciebie pokochałam, serce w ogniu miłości, żywiej mi zabiło. - Wybacz i tę krzywdę, tobie uczynioną. Miłością moją, jesteś przecież spełnioną. - Nigdy chyba ci tego nie wybaczę! Ja tak jak kobieta udająca rodzicielkę moją i ty, nieszczęściami innych i ich rozpaczą, tak jak wy, ja się nimi nie raczę! - Panno kochana, proza życia, nie zawsze jest różami usłana.
                                                                                         Pozdrawiam serdecznie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Link na mój kanał

youtube.com/results?search_query=milena+milagros